niedziela, 23 czerwca 2019

#44 Montessori ciąg dalszy, czyli kitchen helper DIY


Nadszedł w naszym (moim i H.) życiu taki moment, że ugotowanie jakiegokolwiek posiłku bez opadającego z sił od trzymania dziecka ramienia, jęczenia uwieszonego do nogi czy wywijającego się z chusty jak piskorz berbecia graniczyło z cudem. Albo odbywało się to podczas niezwykle rzadkiej w odpowiednim momencie drzemki, albo po prostu na szybko przygotowywało się "byle co - byle już", bo przecież z dzieckiem nic nie cierpi zwłoki i musi być "na już". W efekcie rzadko zdarzyło się, że moje gruntownie obmyślane plany na posiłki BLW dochodziły do skutku, a wracający po pracy głodny (głodny ergo zły) tata, musiał jeszcze zabawiać wściekle głodne dziecko, bo przecież mama musi ugotować dopiero obiad.

sobota, 25 maja 2019

#43 Tablica manipulacyjna - must have montessori


Ile razy zdarzyło się Wam podsuwanie dzieciom coraz to bardziej kolorowych i wymyślnych zabawek za niebotyczne kwoty, a one i tak przypełzały do szafek i wyrzucały z nich wszystko, co tylko ich małe paluszki znalazły na swojej drodze? Co więcej, zabawiały się tymi na pozór nic nie znaczącymi szpargałami (lub - co gorsza - niebezpiecznymi!) o wiele dłużej niż dedykowanymi dzieciom zabawkami?

środa, 8 maja 2019

#42 Lampa-balon w pokoju dziecięcym, czyli kolejny ikea hack za grosze.


Ten pomysł już gdzieś widziałam i od razu wydał mi się tak banalnie prosty do wykonania, a tak efektowny, że kupując pierwsze ikeowe biureczko dla 15-miesięcznego syna, nie mogłam się powstrzymać przed złapaniem w biegu klosza REGOLIT za zawrotną sumę 6,99 zł. Żeby nie było tak kolorowo, jeszcze przed kasami mąż wracał się biegiem po pasującą oprawkę z kablem HEMMA, bo totalnie zapomniałam, że przecież klosza w powietrzu nie zawieszę, ale umówmy się - 18 złotych za lampę można chyba uznać za sukces. 

piątek, 18 stycznia 2019

#41 Oto nadszedł ten dzień - wyobrażenia a rzeczywistość, czyli historia porodu

ciąża, poród, Parenting, historia, wspomnienia, skurcze, papierki lakmusowe, położna, porodówka,

Tutaj pisałam o wyprawce do szpitala, przelewając na bloga garść moich wyobrażeń co do tej niezapomnianej chwili. Tutaj, tutaj i tutaj z kolei opowiadałam o trzech trymestrach naszej wspólnej, dziewięciomiesięcznej drogi prowadzącej do kulminacyjnej chwili - porodu. Co przyniosła rzeczywistość? Czy choć odrobinę miała wspólnego ze snutymi przez kilka ostatnich miesięcy ciąży wyobrażeniami?