poniedziałek, 9 października 2017

#22 Od ziarenka maku do cytryny, czyli I trymestr ciąży


ziarenko maku, ziarno pieprzu, ziarno granatu, jagoda, fasola, wiśnia, kumkwat, brukselka, marakuja, wreszcie w 13 tygodniu ciąży cytryna - tak porównuje się wielkość zarodka. 

Kiedy w końcu na teście pojawiają się upragnione dwie kreski, myślisz sobie: teraz to się dopiero zacznie rewolucja:
rzyganie o każdej porze dnia i nocy, dziwne smaki i wysyłanie męża do zamrażarki po lody w środku nocy, a najlepiej do całodobowego po coś absurdalnie dziwnego. Żresz bez opamiętania i już w pierwszym trymestrze tyjesz do objętości niemieszczącej się w drzwiach hipopotamicy. Mdli cię na myśl o jedzeniu, a już za chwile pochłaniasz śledzia, zagryzając czekoladą. Aaach, te wyssane z palca bajeczki, kreowane w reklamach i filmach niemających krzty z rzeczywistości… A może coś z niej mają? Nie wiem, u mnie nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Przynajmniej nie w pierwszych tygodniach, które okazały się niezwykle łaskawym okresem, niedającym żadnych, nawet najmniejszych oznak ciąży. 



Pytałam nawet męża: czemu nic się nie dzieje? Czemu mnie nie mdli, nie mam wzmożonego apetytu, a na ciele nie pojawiają się żadne symptomy zwiastujące ciążę? Tak więc, nie owijając w zbędne słowa minął pierwszy miesiąc tego niezwykłego okresu. Rutyna codzienności została zachowana: praca, po pracy dom, sen… Tylko z ciężkich, siłowych i interwałowych codziennych treningów zrezygnowałam wystraszona, że coś złego stanie się z tą jakże delikatną fasolką gdzieś tam wewnątrz. W zamian, korzystając z karnetu i stosując się do zaleceń lekarza prowadzącego, korzystałam z bieżni i rowerka stacjonarnego, choć z coraz mniejszym zaangażowaniem i zapałem. Należę do istot stadnych i motywują mnie zajęcia grupowe. Uwielbiam wszelkie wymagające formy fitnesu, a wtedy, kiedy nie stoi nade mną instruktor-rzeźnik lub instruktorka-hetera, mój zapał gaśnie. Szybko więc zamieniłam bieżnię na codzienne, minimum godzinne spacery z psem. W pierwszych tygodniach dwukrotnie poszam na betę, w piątym tygodniu potwierdzono na USG małe serduszko i zalecono szereg badań. Okazało się, że poziom TSH jest zbyt wysoki, a niedoczynność tarczycy w ciąży nie należy do najbezpieczniejszych, stąd zalecono branie leków w najmniejszej dawce. I to tyle. „Do widzenia, proszę powtórzyć badania i zgłosić się do kontroli za 3 tygodnie”. Oto zestawienie co miesiąc obserwowanych przeze mnie zjawisk:




Drugi miesiąc za to przyniósł coś nowego: objawy nie były jakieś szalenie uciążliwe, choć do najprzyjemniejszych też nie należały. Pamiętacie, jak wspominałam, że żaliłam się mężowi, że nic mi nie jest, a chciałabym, żeby było? No i masz, babo, wykrakałaś! Zaczęło się od „cudownego”, kosmicznego wręcz powiększenia piersi. No mówię Wam, wieczorem kładę się spać z małymi, rano wstaję z ogromnymi! „Cudownego” w cudzysłowie, bo gdyby nie palący ból przy każdej możliwej pozycji, byłabym całkiem zadowolona z obecnego stanu rzeczy. Ale wierzcie mi - czy siedzisz, stoisz, nie wspominając już o leżeniu (ty *&^%$#@! babo, nie szło się nauczyć spać na plecach?😂😡) - i tak boli. Jedziesz sobie do pracy samochodem i wjeżdżasz na dziurę, których nie brakuje na polskich drogach - boli. Bierzesz prysznic, a woda spływa Ci po ciele wcale nie delikatnie ją muskając, a wbijając tysiące igieł w biedne piersi… no szału można dostać. 

Kolejny objaw? Sen. Sen niedający się ujarzmić. Wstajesz rano całkiem wypoczęta, ale już po trzech godzinach ogarnia Cię takie znużenie, że mózg wpada w stan hibernacji i przez dobre 45 minut nie wiesz, co się z Tobą dzieje i gdzie jesteś. Jakoś udaje się przetrwać godziny w pracy, wracasz do domu i co robisz? Śpisz. Budzisz się na kąpiel (woda wypływająca ze słuchawki prysznica powoduje palpitacje serca i napływanie łez do oczu) i idziesz dalej spać. I tak mija cały drugi miesiąc. No, może jeszcze należałoby wspomnieć o szczególnych zachciankach: sok pomarańczowy 100% to u mnie numer jeden. Nie pomarańcze, nie cytrusy ogólnie, ale sok pomarańczowy i to nie byle jaki! Mąż myślał nawet, że będzie musiał wziąć kredyt na te nieszczęsne soki. A nie daj Boże niech się skończy i nie ma następnego! No bój się Boga! Za to woda musiała być z cytryną, bo jej ZAPACH (tak, zapach wody niegazowanej) wzmagał we mnie wstręt. Z kolei kawa i słodycze powodowały u mnie odruch wymiotny, najczęściej jednak niekończący się wizytą w toalecie, co nie zmienia faktu, że w ciągu dnia musiałam krążyć w jej dosyć bliskim sąsiedztwie „just in case”. Nawet 3 razy mi się zdarzyło zwymiotować, ale na tylu się skończyło, co z perspektywy czasu uważam za dobry wynik, stąd też I trymestr summa summarum uważam za niezwykle łaskawy. Zerknijcie na podsumowanie drugiego miesiąca ciąży:


Trzeci miesiąc upłynął w podobnym tonie co drugi, może stopniowo niepohamowany sen zaczął ustępować, podobnie rzecz miała się z nudnościami (i tak dość sporadycznymi). Nie zauważyłam wzmożonego apetytu na nic innego prócz soki pomarańczowe, ani specjalnych zachcianek na cokolwiek. Raz miałam ochotę na lód na patyku i to nie pierwszy lepszy, a konkretnie jednej marki w ilości 1 szt. Wyobraźcie sobie, że mąż pobiegł po niego do sklepu, ale że nie było tego akurat, kupił inny. Nie chciejcie wiedzieć, co się wtedy działo: napiszę tylko tyle, że lodów mi się odechciało, a nasze małżeństwo prawie skończyło się rozwodem 😂. Dodatkowo zauważyłam, że moje bezproblemowe do tej pory zęby zaczęły być szczególnie wrażliwe na pastę (tą obowiązkowo musiałam zmienić ze względu na odruch wymiotny z powodu jej zapachu), zimno i słodkie (np. daktyle czy suszoną żurawinę). Coś podziało się także z żołądkiem: dotychczas lubowałam się w ostrych potrawach, które to przestałam akceptować, a raczej żołądek buntował się, każdorazowo manifestując swój sprzeciw zgięciem ciała w pół i obowiązkowym leżeniem przez co najmniej 2 godziny. Zaczęłam być rozkojarzona, zapominam, co chciałam zrobić, słowa uciekają mi z głowy, no mówię Wam: totalnie śmieszna sprawa😂 Śmieszny jest jeszcze fakt istnego ślinotoku, zupełnie jakbym nagle miała za dużo śliny w ustach, którą to muszę stale przełykać, żeby się nie udusić. Kolejny absurd: włosy na nogach rosną jak szalone! Dziwna ta ciąża... 😀


Słowo o badaniach wykonanych na przełomie I trymestru: TSH na początku okazało się ciągle ciut za wysokie, stąd minimalne zwiększenie dawki tabletek, ale szybko okazało się, że unormowało się i stoi na poziomie 1,25, co obecnie jest idealną wartością. Wszystkie ogólnie zlecane badania krwi i moczu wyszły świetnie. 12 tydzień to także czas wykonania pierwszych badań prenatalnych, podczas których zobaczyliśmy prawie 6-cm miniaturkę człowieka z widocznym wszystkim, co może się wykształcić: czaszką, mózgiem, kręgosłupem, żołądkiem, pęcherzem, nerkami, rączkami, nóżkami, noskiem... Krew płynęła w obu kierunkach, co widzieliśmy na ekranie na czerwono i niebiesko, serce biło jak szalone, ale najważniejsze było to, że na podstawie badań przezierności karkowej ryzyko wad genetycznych wyszło znikome (potwierdziły to jeszcze badania z krwi). 

Oto podsumowanie tygodni 9 - 13: 


A jak Wam minął pierwszy trymestr ciąży? Doświadczyłyście jakiś nieprzyjemnych, śmiesznych lub absurdalnych objawów? Podzielcie się wrażeniami.

13 komentarzy:

  1. U mnie odruch wymiotny powodowały wibracje szczoteczki sonicznej �� Tylko,o ile dobrze pamiętam, był to już drugi trymestr :) Ciąża to piękny stan, mimo tych nieprzyjemności - po czasie wspominam je nawet z uśmiechem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też dobre :D Jestem w stanie uwierzyć we wszystkie dziwactwa opowiadane przez kobiety w ciąży, choć sama niewielu ich doświadczyłam. Ale w tych wibracjach coś faktycznie było. Tak jakby szczoteczka przestała się mieścić do ust, albo podniebienie miękkie z języczkiem i migdałami przemieściło się do przodu i nie pozwalało szczoteczce zawędrować do zębów z tyłu :D Niesamowite po prostu :D:D:D

      Usuń
  2. Miałam podobnie :) na samym początku czułam się świetnie, jakby nic się nie zmieniło. jedynie u mnie problemy z wzdęciami i tego typu sprawami trawiennymi się pojawiają stale.
    ale ciągle pracuję, nudności sporadyczne (taak, mnie też pasta do zębów odrzuca:D) i tylko mam teraz tak silną potrzebę snu, że nie umiem zmobilizować się do ćwiczeń, nie mam na nie siły. Jakieś rady jak to przezwyciężyć?
    Obecnie 13 tc zaczynamy, przed nami ważne badanie prenatalne- jest stres....
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z perspektywy czasu (zaczynam 3 trymestr) stwierdzam, że choćby się waliło i paliło, snu nie przezwyciężysz. Może bomba uderzyć w środek Twojego łóżka, a Ty się nie obudzisz ;-) A skoro się nie obudzisz, trening musi poczekać, choć sama mocno nad tym ubolewałam i starałam się mimo nudności i snu chodzić na siłownię. Okazało się to zupełnie pozbawione sensu i satysfakcji. Dolegliwości jelitowo-żołądkowe to standard - poczekaj jeszcze tydzień, a wszystko minie jak ręką odjął ;-)
      Aaa, badania to stres - jasna sprawa - ale jak zobaczysz tego małego ludzika-wiercipiętę, to przestaniesz się denerwować ;-)

      Usuń
  3. ja w pierwszym trymestrze byłam bardzo śpiąca i zmęczona i niestety miałam problemy z jedzeniem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że jak czytam różne fora i opowieści kobiet w ciąży, które doświadczyły dużo bardziej nieprzyjemnych dolegliwości, to "włącza" mi się taka empatia, ale i niemoc, bo na prawdę nic nie da się z tym zrobić i trzeba przeczekać.

      Usuń
  4. Ja pierwszy trymestr wolałabym wymazać z pamięci;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite jak każda kobieta reaguje inaczej. Do dziś pamiętam jak poszłyśmy z koleżanką do supermarketu na zakupy. Stałyśmy przy kasie, gdy nagle ona bez słowa wybiegła za sklepu. Oczywiście się zdenerwowałam bo nie miałam pojęcia co się stało, zapłaciłam i pobiegłam za nią. Stała za moim samochodem i haftowała jak po dobrej imprezie :) Powiedziała, że coś poczuła ale nie wie co to był za zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o matko! Wyobraziłam to sobie i wiesz, że nawet nie było ciężko? Teraz wszystko jestem już w stanie zrozumieć :D

      Usuń
  6. Pierwszy trymestr ciąży z bliźniakami minął mi pod znakiem ..... pasztetu drobiowego :-) Tak, wiem co w nim jest, z czego jest zrobiony, ale ciężarna ma swoje przywileje i swoje widzi mi się :-) Na wędliny, nabiał, kawę reagowałam baaardzo nieprzychylnie :-) Ale w sumie to nie było tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawda jest taka, że każda kobieta inaczej reaguje nasz ciążę, bo każdy organizm jest bardzo indywidualny ;) Skoro już o ciąży mowa to zapraszam do mnie na blog (dietetyknawalizkachblog.pl), bo umieściłam tam specjalny przedświąteczny post z dedykacją dla przyszłych mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. wiele pomysłów postaram sie wykorzystać dziękuje :)

    OdpowiedzUsuń