niedziela, 19 marca 2017

#2 Rzecz o satysfakcji

         Żałuję, że nie dokumentowaliśmy etapów powstawania naszego pierwszego własnego lokum. Już wkrótce powstanie taki post, w którym spiszę naszą jakże wyboistą drogę nabywania i wykańczania deweloperki. Teraz jednak pokrótce opowiem, gdzie mieszkamy i jak mieszkamy. A zatem krótko po ślubie nabyliśmy drogą kupna-sprzedaży mieszkanie dwupokojowe o zawrotnym metrażu 49,3 m2. Wtedy, w sierpniu 2016r., długa droga była przed nami: doprowadzenie deweloperki do stanu użyteczności niezbyt zawrotnym nakładem finansowym - jak to bywa na początku wspólnej drogi - i wrodzonym skąpstwem przy jednoczesnej nienawiści do mebli z popularnego sklepu szwedzkiego, to nie lada wyczyn.

nasze ciasne, ale własne 😊
        Więc jak to zrobić, żeby wykończyć i wyposażyć mieszkanie po taniemu, ale żeby mieszkać „jak ludzie”? Oczywiście zrobić sobie meble samemu. Z perspektywy czasu stwierdzam, że samodzielne tworzenie lub odtwarzanie/przetwarzanie mebli nieraz absolutnie nie idzie w parze z chęcią zaoszczędzenia. Bo przecież taki stary mebel - o ile leży nikomu niepotrzebny - trzeba odnowić i wtedy zapłacić za materiały. Czasem jednak zdarza mi się kupić i tak nikomu niepotrzebny stary mebel/przedmiot, narażając się na pośmiewisko osób, które zmuszone są patrzeć na ów wrak, a potem dopiero kombinuję, jak by go tu odnowić i za ile. No i gdzie by go tu dać, żeby nie zagracić tak małego mieszkania. Gdzie tu logika? A no w takim momencie na ratunek pędzi słowo-klucz „SATYSFAKCJA”. Bo cały nasz dorobek zamknięty w 49-metrowym mieszkaniu mogę określić słowem „satysfakcja”. Zaczęło się od łóżka z palet, albo może od toaletki zrobionej ze starej podstawy maszyny do szycia, pochodzącej ze zburzonego domu pradziadków, a leżącej latami w czeluściach piwnicy w rodzinnym domu. Te meble wniosłam do nowego mieszkania tryumfalnie niczym posag. A właściwie mąż wniósł (po schodach). Umniejszyłabym mu, gdybym pominęła go w kluczowych kwestiach związanych z tworzeniem mebli. Przecież jego wkład jest tutaj nieoceniony, bo gdzie moja siła fizyczna zawodzi, jego przychodzi z pomocą. Gdzie moje nerwy się kończą, jego…też się kończą ;-)

 posag 😀
           Wracając do naszych samodzielnie zrobionych mebli, wymienić należy jeszcze: stary PRL-owski stół rozkładany, 4 krzesła również z wymienionej epoki, ale dwa różne modele, skrzynia, która aktualnie pełni funkcję skrytki na buty, ale totalnie się do tego celu nie nadaje, wieszak z odzysku, dywan, stoliczek aktualnie nocny (choć prędzej kawowy), lustro, którego nie wniosłam w posagu, a zostawiłam siostrze (wkrótce jego tutorial DIY), lampa, mnóstwo pierdółek, no i kuchnia. A kuchnia? Kuchnia to temat-rzeka! Perełka, która wymaga osobnego postu :-)

     Zerknijcie, jak mieszkamy. Już wkrótce napiszę co nieco o poszczególnych przedmiotach.



2 komentarze:

  1. ale piękny salon... wszystko mi się podoba, ale najbardziej fotel!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje:-) To zdjecie już ma niewiele wspólnego z obecnym wyglądem salonu i praktycznie nic prócz galery wall nie stoi na swoim miejscu, a i ta wygląda już zupełnie inaczej �� dziekuje tez za słowa pochwały jeśli chodzi o fotel - to moja pierwsza samodzielna próba tapicerowania i jeszcze jakże ciężka!

    OdpowiedzUsuń